List od naszej Misjonarki na Niedzielę Misyjną

   s-teresa                                                                                             Brazylia,
Salgueiro , 20  pazdziernika 2016 r.

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

 Jestem S.M. Teresa – Elżbietanka z prowincji katowickiej od 26 lat pracująca na misjach w Brazylii. Brazylia to ogromny kraj, aby zrozumieć troche przestrzeń naszej działalności, przedstawię odległości między naszymi domami zakonnymi.
Otóż, rozpoczęłyśmy naszą działalność misyjną w miejscowości Maracanau w stanie Ceara. Miasto liczyło około 180 tysięcy mieszkańców i było nazywane sypialnią Fortalezy – stolicy stanu Ceara. Od Fortalezy dzieliło nas 25 km i większość ludzi dojeżdżała do pracy do Fortalezy pociągiem i wracala na noc do domu. W tym dużym mieście była jedna parafia i ks.Proboszczowi pomagał Ks.Biskup pomocniczy, który mieszkał na probostwie.

Po 3 latach naszej misji otworzyłyśmy drugą placówkę w stanie Pernambuco w miejscowości Caabrobó, odległej o 675 km od Maracanau. Rok później powstała kolejna placówka w samej Fortalezie, aby ułatwić  formację młodych dziewcząt zainteresowanych życiem zakonnym. Kolejna placówka powstała na południu Brazylii w stanie Santa Catarina w mieście Blumenau.To ponad 4 tysiące km od naszych domów w północno-wschodniej części Brazylii. W Blumenau Siostry prowadzą dom dla ludzi w podeszłym wieku.

Kolejne placówki powstawały w północno-wschodniej części Brazylii – w odległości 550 km od Fortalezy. Ostatnia placówka, na której obecnie jestem zostala otwarta 01 maja 2016 r.w  Salgueiro . Do Fortalezy mamy 600 km, do Cabrobo 70 km. Salgueiro jest nową diecezją utworzoną w 2010 r. Jest więc wszystko na etapie organizacji i J.E. Ks. Bp Magnus Henrique Lopes – kapucyn, poprosił nasze zgromadzenie o otwarcie placówki w Salgueiro i pomoc w diecezji.  Tak więc jesteśmy do dyspozycji zarówno Księdza Biskupa jak i Ks.Proboszcza. Ale jak konkretnie wyglada nasza diecezja.  To nowo formująca się diecezja. Ma zaledwie 6 lat. Jeszcze nie ma katedry a przed tygodniem Ks.Biskup wprowadził się do swojego mieszkania, które było dopiero budowane.  Nasza diecezja stara się w pełni odpowiedzieć na wezwanie Ojca Św. Franciszka i buduje „Kościół wychodzący” do ludzi, Kościół misyjny.  W parafiach organizuje się formację świeckich misjonarzy. Przyjeżdżają ludzie z wiosek, przychodzą ludzie z miasta i uczestniczą w spotkaniach formacyjnych. Po 3-miesięcznym przygotowaniu jest uroczyste wręczenie krzyży misyjnych, poświęcenie Biblii i rozesłanie. Każda trzecia niedziela miesiąca to niedziela misyjna i wszyscy misjonarze gromadzą się przed kościołem parafialnym i w zorganizowanych grupach wyruszamy na jedną z dzielnic miasta by odwiedzać wszystkie rodziny, z nimi się modlić, wysłuchać, zapraszać na wspólną Eucharystię w godzinach popołudniowych.

W tych odwiedzinach uczestniczą dorośli, młodzież i dzieci. W niedzielę gromadzi się od 1200 do 1500 osób i wyruszamy ze śpiewem i modlitwą ulicami miasta do wybranej dzielnicy. I ludzie licznie odpowiadają na to wezwanie. Dzielnica odwiedzana jest odpowiedzialna za przygotowanie śniadania i obiadu dla wszystkich misjonarzy i kobiety z radością gotują. Zawsze podziwiam tych ludzi, że tak chętnie dzielą się tym co mają. To wizyta misyjna w mieście, ale co drugi miesiąc wyjeżdżamy albo na wioskę należącą do parafii w odległości 40 – 50 km, bądź też do sąsiedniej parafii, gdzie jeszcze nie mają zorganizowanej grupy misyjnej. Wtedy jest mniejsza grupa misjonarzy, ale ok. 600 się zbiera i wyjeżdża.

I co robią siostry? Jesteśmy razem z tymi ludźmi. Z nimi chodzimy, modlimy się, śpiewamy a nad nami nieustannie świeci słońce i temperatura przeciętna w ciągu dnia to 38 – 40 stopni. Nie ma wysokich drzew, nie ma cienia, kapelusz słomiany lub parasolka chroni trochę od przegrzania. Na zakończenie tych odwiedzin jest Msza św., często polowa, gdyz nie ma tak dużego pomieszczenia by wszyscy mogli się zmieścić. I słońce nie skąpi swych promieni, każdy czuje zmęczenie , ale zawsze zwycięża radość wspólnego ewangelizowania.

To jedna z naszych misji realizowanych w parafii i w diecezji. Obecność sióstr w diecezji to przede wszystkim pomoc w organizowaniu poszczególnych duszpasterstw. Jako siostry nie jesteśmy katechetkami, ale odpowiadamy za formację katechetów i organizację katechezy w parafiach. Księża z innych parafii proszą o przeprowadzenie dnia skupienia dla szafarzy Eucharystii, dla grup młodzieżowych, dla młodzieży przed bierzmowaniem czy dla dzieci przed I Komunią św., więc jedziemy a odległość do innej parafii należącej do tej samej diecezji to najbliższa 40 km, a pozostałe od 100 do 220 km.  Do każdej z tych parafii w diecezji trzeba dojechać z formacją dla katechetów.

W Brazylii, ze względu na małą ilość księży w porównaniu z dużymi odległościami do parafii i brakiem środków lokomocji, jest dużo świeckich szafarzy Eucharystii, czy Słowa Bożego. Aktualnie pomagamy w formacji nowej grupy szafarzy ok. 100 osób, którzy już od wielu miesięcy spotykają się raz w tygodniu na spotkaniu przygotowującym ich przyjęcia funkcji szafarza w parafii.

Każda z sióstr jest szafarzem Eucharystii. W parafii jest dużo kaplic i  ksiądz nie jest w stanie wszędzie dojechać, dlatego siostry bardzo często mają tzw. Celebrację Słowa Bożego i udzielają Komunii Św.  Wyjazd na wioski ze Slowem Bożym w niedziele to objazd przynajmniej 3 – 5 osad, gdzie ludzie zbierają się na wspólną modlitwę.

Jesteśmy prawie  sześć  miesięcy w diecezji i w tym czasie była jedna niedziela, gdzie wszystkie byłyśmy w domu na wspólnej modlitwie i posiłkach. Najczęściej pod koniec tygodnia wyjeżdża się do innej parafii z formacją do poszczególnych grup.

Gdy rozpoczynałyśmy nasze życie misyjne w Brazylii, miałyśmy świątobliwego spowiednika, długoletniego misjonarza franciszkanina z Niemiec, który zawsze nam przypominał: “ idąc do ludzi, nie idźcie z pozycji, że więcej wiecie, umiecie i będziecie ich uczyć. Idźcie uczyć się od nich”. I to były święte słowa.

Czego my nauczyłyśmy się od nich :

Żyć Ewangelią. W codziennym prostych sytuacjach wiele razy zawahałam się i myślałam co zrobić, gdy mała dziewczynka dała mi 2 cukierki owocowe a ze mną było tyle dzieci. Wpadłam na “genialny” pomysł – dałam 1 cukierka najmniejszej dziewczynce w grupie i drugi trzymałam, by nie urazić tej, która mi dała. Mała dziewczynka nie miała problem, ugryzła kawałeczek dla siebie i podała innym. Uszczęśliwiła kilkoro dzieci.

            Pewnego razu odwiedzając chorych z Panem Jezusem, córka odwiedzanej babci dała mi reklamówkę z żywnością – ryż, fasolę, cukier i makaron. Widząc skromną chałupkę i warunki w jakich mieszkała rodzina nie chciałam przyjąć, aby kobieta miała dla dzieci gdy wrócą ze szkoły.  Ta pani otworzyła drewnianą skrzynię, w której przechowywała produkty żywnościowe i powiedziała – tyle samo zostało dla nas, podzieliłam równo.  I zawstydziłam się, gdyż ja nie zdobyłabym się na taki akt oddania połowy z tego co mam.

            Przez 2 tygodnie pomagałam w misjach popularnych w sąsiedniej parafii. Jak zwykle w tym czasie odwiedza się wszystkie rodziny, modli się i  wtedy  idzie grupka ludzi. Pewnego dnia chodziło ze mną dużo dzieci. Gdy w porze obiadowej zatrzymaliśmy się, w domu gdzie miał być obiad było ponad 30 osób. Na szybko dogotowano makaronu i wszyscy się najedli. Ja naprawdę podziwiam tych ludzi biednych ale wielkich sercem, otwartych i radosnych. Na pewno od nich uczymy się żyć radośnie Ewangelią.

            I tak żyjemy wśród biednych od 26 lat. Pomagamy sobie wzajemnie w realizowaniu naszego chrześcijańskiego powołania a  my dodatkowo naszym elżbietańskim powołaniem staramy się innych uszczęśliwiać na brazylijskiej ziemi.

            Niech Dobry Bóg obdarza wszystkich swym błogosławieństwem.

 

                                                                                  Z Panem Bogiem

                                                                                  S.M.Teresa Bosiacka

                                                                                        elżbietanka

Zobacz zdjęcia z posługi S. Teresy w Brazylii

 

Wyślij komentarz