„Należę do Chrystusa, a nie do ciebie”

Artykuł z czeskiego wydania czasopisma „ MIŁUJCIE SIĘ” NR 40 na str. 24-27

Młoda Sobocińska męczennica

Krótko po zakończeniu II wojny światowej w Sobocinie, kilka km od Szumperku, została zastrzelona młoda siostra zakonna Maria Paschalis. To smutne wydarzenie nie było w tamtych czasach wyjątkowe, a do niedawna nie wywoływało specjalnego zainteresowania. Wszystko zmieniło się w 2011 roku., kiedy został rozpoczęty proces beatyfikacyjny.

Zdrowe podstawy

Siostra Maria Paschalis urodziła się 7 kwietnia 1916 roku w miejscowości Oberneuland – dzisiaj Górna Wieś , która tworzy część polskiego miasta Nysy. Wtedy były to Niemcy. Była najstarszym z czworga dzieci stolarza Karola Edwarda Jahn i jego żony Berty z domu Klein. Trzeciego dnia po urodzeniu, 10 kwietnia została ochrzczona w kościele parafialnym św. Jana Chrzciciela w Nysie i otrzymała imiona Maria Magdalena. Pomimo czysto niemieckiego charakteru ówczesnej Nysy, nie da się stwierdzić, że rodzina była niemiecka. W latach 1922-1930 Maria Magdalena Jahn uczęszczała do szkoły powszechnej w Nysie . Po ukończeniu szkoły pracowała w miejscowej fabryce przetwarzającej owoce. Na przełomie 1934/35 jako 18 letnia dziewczyna odjechała do westfalskiego Herne, a następnie do Wuppertalu-Barmen, gdzie pracowała w „Katolickim Domu Uczniów”. Już wtedy objawiały się jej skłonności do życia zakonnego. Wstąpiła tam nawet do pewnej kongregacji mariańskiej (nie wiadomo dziś dokładnie do jakiej), ale szybko musiała opuścić zgromadzenie i powrócić do domu rodzinnego do Nysy, aby pielęgnować swoją niewidomą siostrę.

Siostra zakonna – wierność w małym

Dopiero 30 marca 1937 roku definitywnie wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety w Nysie. Po skończeniu postulatu obłóczynami 3 października 1938 roku była przyjęta do nowicjatu jako siostra Maria Paschalis. Po roku, 19 października 1939 roku rozpoczęła juniorat. Od 1939 do 1942 roku pracowała kolejno w konwentach Zgromadzenia w Kreuzburgu i w Leobschützu na Śląsku. 13 maja 1942 roku została posłana do Domu św. Elżbiety w Nysie, gdzie gotowała i pielęgnowała stare i chore współsiostry.
Od redakcji: Takie prace mogą się komuś wydawać mało ważne lub bez znaczenia, ale nie zapominajmy o słowach Jezusa, że co uczyniliśmy jednemu z tych najmniejszych, uczyniliśmy dla Niego (por Mt 25,40). A już niebawem miało się potwierdzić w życiu siostry Paschalis, że kto jest w małych rzeczach wierny, będzie wierny i w wielkich (por Łk 16,10).

Wyzwoliciele siali strach 
Dramatyczne zakończenie jej życia rozpoczęło się w marcu 1945 roku, na końcu wojny, kiedy Armia Czerwona przybyła pod Nysę. Z niemieckiego Śląska przed radzieckimi żołnierzami uciekały tysiące ludzi. Ich opowiadania budziły strach i grozę w miejscach, przez które uciekali. Jeszcze przed wejściem wojsk radzieckich do Nysy, siostra Maria Paschalis z jeszcze jedną współsiostrą, Marią Fides była posłana przez siostrę przełożoną na Południowe Morawy, które do tej pory nie były zbytnio dotknięte przez wojnę.
Mądra przełożona
Z wielu powodów decyzja przełożonej jest wyjątkowa. Przecież ani w Sobocinie, ani w Wielkich Losinach, gdzie obie siostry pracowały, nigdy przedtem nie było żadnych Elżbietanek, Zgromadzenie nie miało też w pobliżu żadnego domu ani nie prowadziło żadnego dzieła. 24 marca 1945 roku, kiedy Nysa została zdobyta przez Armię Czerwoną, znajdowało się w niej ok 2000 ludzi (w roku 1939 miasto liczyło ponad 35 tysięcy mieszkańców). Z tego ponad 200 sióstr zakonnych, które pielęgnowały chorych, rannych i starych pozostających w mieście. Można bez przesady powiedzieć , że kto tylko mógł, odszedł przed wkroczeniem radzieckiego wojska. W takiej sytuacji potrzebna była każda para rąk i dlatego decyzja siostry przełożonej wydaje się dziwna. Wielką rolę odegrały z pewnością  młodość i uroda obydwu sióstr oraz niebezpieczeństwo gwałtów ze strony Rosjan. Wiemy, że chodziło o wyjątkową decyzję, ponieważ zdecydowana większość sióstr pozostawała. Jak się później okazało, siostra przełożona zachowała się bardzo przewidująco, zaraz pierwszego dnia po zajęciu Nysy zostały zabite dwie elżbietanki.
Siostry od razu znalazły sobie pracę.
Siostry Maria Paschalis i Maria Fides dzieliły wtedy los wielu innych uciekających. Z dokumentów tamtych czasów możemy dowiedzieć się, iż miejscowości Wielkie Losiny, Sobotin i Petrow nad Desnou miały na końcu wojny podwójną ilość obywateli niż przed wojną, przepełnione więc były uciekającymi przed Armią Czerwoną. Siostry po odejściu z Nysy prawdopodobnie przez krótki czas pracowały w Wielkich Losinach, nie wiadomo jednak,  jak długo zatrzymały się w tym miejscu. 
Opieka nad starymi ludźmi
Obie siostry po pewnym czasie przeniosły się do Sobotina, gdzie przyłączyły się do grupy zakonnic, które w szkolnym budynku opiekowały się starymi ludźmi. W parafialnej kronice Sobocina konkretnie czytamy, że w miejscowości działały dwa takie przytułki. W jednym przeprowadzonym z Osoblahy działały siostry franciszkanki, a drugim przeniesiony z Langenbrücku (dziś Mostowice) prowadziły Szare Siostry. Tak więc  siostry pracowały w jednym z nich.
Żołnierze Armii Czerwonej pozostawiają za sobą zgliszcza.
Sytuacja sióstr przeciążonych pracą w prowizorycznych warunkach zmienia się wraz z wkroczeniem żołnierzy radzieckich do Sobocina. Żołnierze Armii Czerwonej, którzy na niemieckich ziemiach zachowywali się wyjątkowo okrutnie wobec mieszkańców (a Sobotin już w 1939 roku był przyłączony do III Rzeszy jako teren Sudet), dotarli do miejscowości 7 maja 1945 roku. Już od pierwszych godzin „wyzwalania” miały miejsce rabunki, gwałty i zamieszki, które osiągnęły swój szczyt 8 maja egzekucją 16 obywateli Sobotina i spaleniem ich domów. 10 kwietnia została napadnięta i zgwałcona jedna z sióstr zakonnych. Obie siostry elżbietanki mieszkały najpierw u rodziny Thiel , ale po wkroczeniu Armii Czerwonej przeprowadziły się do budynku szkolnego, gdzie mieszkały inne siostry. 
Należę do Chrystusa
W piątek 11 maja jeden z radzieckich żołnierzy przejeżdżał na rowerze obok szkoły. Zatrzymał się i wstąpił do budynku. Siostra Maria Paschalis prawie miała schodzić ze schodów. Przestraszyła się i wbiegła z powrotem do pokoju, gdzie znajdowali się podopieczni starzy ludzie, część z nich była przykuta do łóżka. Żołnierz z trzaskiem otworzył drzwi i zażądał, by młoda siostra szła z nim. Spokojnie odpowiedziała: „Ja należę do Chrystusa” i wskazała krzyż przy różańcu. Chwycił ją za ramię, ale siostra wyrwała się i schowała za stół. Żołnierz wystrzelił do stropu, a kiedy ponownie zażądał, aby wyszła z nim, zdecydowanie powiedziała: „Zastrzel mnie, Chrystus jest moim oblubieńcem, należę tylko do niego”. Uklękła, pocałowała krzyż i modliła się: „Proszę wszystkich o odpuszczenie, jeśli kogoś skrzywdziłam. O mój Jezu daj mi siłę umrzeć”. Rosjanin wystrzelił. Siostra upadła na wznak. Zmarła na miejscu.
Świadectwa tamtych dni
Dokładny opis tego tragicznego zdarzenia pochodzi z zapisanego świadectwa ówczesnego księdza proboszcza parafii w Sobocinie, Brunona Esche . Notatki złożył w archiwum parafialnym, wysłał je do Kurii w Pradze, a także wydrukował w regionalnym czasopiśmie w Niemczech. Ksiądz Proboszcz nie był naocznym świadkiem męczeńskiej śmierci siostry Paschalis, lecz spisał świadectwa naocznych świadków.
Świadectwa w kronice parafialnej
Innym wiarygodnym źródłem, które wspomina śmierć siostry Paschalis, jest kronika parafialna w Sobocinie. Do roku 1941 kronikę osobiście pisał ks. Esch, potem uzupełniał ją wikary Georg Heiny lub kościelny Engelberg Prosig. Kronika jest skromniejsza w opisie. Jest tam napisano: „Rosjanie zastrzelili siostrę Paschalis. Jeden ruski żołnierz chciał ją zgwałcić. Ona się opierała, chwyciła krzyż i krzyknęła: Ja należę do Chrystusa, a nie do ciebie. Na te słowa ją zastrzelił”.
Niejasności z miejscem pochówku .
O miejscu pogrzebu są różne informacje. Ks. Bruno Esch pisze, że siostrę Paschalis pochował przy ścianie cmentarza naprzeciw wejścia do zakrystii. Miejsce to jest dzisiaj oznaczone krzyżem oraz napisem, a ponieważ pisze o tym sam Ks. Esche, który sprawował pogrzeb, można uznać to miejsce za prawdziwe. Zapisy w parafialnej kronice mówią o wydarzeniu i wskazują również to miejsce wiecznego odpoczynku siostry Marii Paschalis. Na stronie internetowej parafii pw. Św. Jana Chrzciciela w Nysie podaje się, że siostra Paschalis była pochowana w Wielkich Losinach, a w pogrzebie uczestniczyło 3 kapłanów, siostry i wielki zastęp wierzących. Ta informacja, niestety, nie jest wystarczająco udokumentowana, nie pojawia się również we wspomnieniach ostatniego niemieckiego proboszcza Wielkich Losin, Ks. dra Adolfa Schindlera. Jest mało praawdopodobne, aby w swoich dokładnie i skrupulatnie zapisanych notatkach zapomniał wspomnieć o takim wydarzeniu.
Po latach…
W kontekście powojennej sytuacji Polski i Czechosłowacji historia i męczeńska śmierć niemieckiej zakonnicy były trochę zapomniane, nawet w samym Sobocini – za wyjątkiem nielicznych, nikt nic nie wiedział. 50 lat po śmierci siostry Paschalis, w 90-tych latach ubiegłego wieku, na cmentarzu zaczęły się pojawiać grupki wiernych i sióstr z Nysy, gdzie męczeńska śmierć siostry Paschalis nie poszła w zapomnienie. Z tego „prywatnego kultu” dzięki siostrom elżbietankom zrodził się kult ogólnonarodowy. W 2009 roku rozpoczęto gromadzenie dokumentów i informacji na temat męczeńskiej śmierci siostry Marii Paschalis Jahn. Do procesu beatyfikacyjnego przyłączono jeszcze innych 9 sióstr ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety w Polsce. Na pierwszym miejscu wymieniana jest najmłodsza z nich, siostra Maria Paschalis. Proces beatyfikacyjny został otwarty w piątek 25 listopada 2011 roku w Nysie przez wrocławskiego arcybiskupa Mariana Gołębiewskiego. Kiedy proces beatyfikacyjny szczęśliwie dobiegnie końca, będzie nowa błogosławiona, a kiedyś święta, tak bardzo związana z naszą ziemią.
                                                                                                                                                   Richard Jašš
Tłum. SM. Klara Dercz CSSE

Wyślij komentarz