Tydzień modlitw o powołania

 

15 – 21 maja br.

 

Czwarta Niedziela Wielkanocna – Niedziela Dobrego Pasterza – rozpoczyna Tydzień Modlitw o powołania w Kościele. Módlmy się, aby również do naszej elżbietańskiej wspólnoty Pan powołał kolejne odważne kobiety, które jak nasze założycielki do końca zawierzą słowom z Ewangelii: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Mioch najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).
 
 

Modlitwa o powołania bł. Jana Pawła II:

Panie Jezu, który powołujesz kogo zechcesz, wezwij wielu z nas do pracy dla Ciebie, do pracy z Tobą. Ty, który swoimi słowami oświeciłeś tych, których powołałeś, oświeć nas darem wiary w Ciebie. Ty, który wspierałeś powołanych w ich trudnościach , pomóż przezwyciężyć nasze trudności młodzieży współczesnej. A jeśli powołujesz któregos z nas, aby poświęcić go w całości dla siebie, niech od samego początku Twoja miłość rozpali to powołanie i pozwoli mu wzrastać aż do końca i tak niech się stanie.  Te moje pragnienia i tę modlitwę powierzam przemożnemu wstawiennictwu Matki, Królowej Apostołów, z nadzieją, że ci, którzy będą powołani , rozpoznają i chętnie pójdą za głosem Boskiego Mistrza. AMEN.
 

 

 

Słowo wygłoszone w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Katowicach – Murckach:

Niedziela Dobrego Pasterza, którą dziś obchodzimy już od niespełna 50 lat rozpoczyna Światowy Tydzień Modlitw o powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. Wczoraj 24 diakonów naszej archidiecezji przyjęło święcenia kapłańskie, a dziś wielu z nich odprawi swoje pierwsze Msze święte. Dla całego Kościoła rozpoczynający się tydzień jest momentem zatrzymania nad kwestią nowych powołań, a zatem nad jego przyszłością.

Marzeniem wiernych jest często, aby było wielu świętych kapłanów, aby coraz liczniejsze były zgromadzenia zakonne. Wierni potrzebują szafarzy sakramentów i duszpasterzy, a także sióstr, które  w ofiarnym oddaniu Bogu będą służyły innym np. w szpitalu, tak jak czynią to w naszej murckowskiej parafii od dziesiątków lat. Jednocześnie jednak coraz trudniej młodym ludziom podjąć decyzję o takim życiu. Mówi się dziś o kryzysie powołań. Czy jednak sformułowania to jest poprawne? Nie można mówić o kryzysie powołań, ponieważ Bóg, który powołuje nigdy nie jest w kryzysie. Kryzys mogą  przeżywać jedynie ci, którzy są powołani. Dzieje się tak wtedy, gdy nie przyjmują od Boga daru bogatego człowieczeństwa i zaproszenia do świętości, czyli do życia w sposób błogosławiony. Zatem powołania zawsze były, są i będą. Bóg zawsze wzywa, ale człowiek nie zawsze odpowiada „tak”… Odwagi tym, którzy stawiają pierwsze kroki na drodze powołania  dodaje sam papież Benedykt XVI. W orędziu na dzisiejszą niedzielę napisał:  „głos Pana zdaje się być zagłuszany przez „inne głosy”, a propozycja, by pójść za Nim i ofiarować Mu swoje życie może wydawać się zbyt trudna, każda wspólnota chrześcijańska i każdy wierzący powinni podjąć świadomie zadanie wspierania powołań. Jest ważne, by dodawać odwagi i wspierać tych, którzy przejawiają jasne znaki powołania do kapłaństwa czy do życia zakonnego, aby czuli wsparcie całej wspólnoty w powiedzeniu „tak” Bogu i Kościołowi. Osobiście pragnę dodać im odwagi, jak to uczyniłem wobec tych, którzy zdecydowali się wstąpić do seminarium duchownego i do których napisałem: „Dobrze zrobiliście. Ludzie zawsze będą bowiem potrzebowali Boga, również w epoce dominacji techniki nad światem i globalizacji: Boga, który objawił się nam w Jezusie Chrystusie i gromadzi nas w Kościele powszechnym, abyśmy z Nim i za Jego pośrednictwem uczyli się prawdziwego życia, byśmy przypominali i stosowali kryteria prawdziwego człowieczeństwa” (List do Seminarzystów, 18 października 2010).
Jesteśmy dziś razem z S. Samuelą i S. Wiktorią w tej parafii, aby modlić się o odwagę pójścia za Chrystusem dla wszystkich powołanych oraz swoją obecnością – tak jak na co dzień czynią to tutejsi kapłani i siostry zakonne – świadczyć, że życie oddane Bogu nie jest życiem zmarnowanym, nie zamyka możliwości osobistego rozwoju, nie jest smutne i wbrew pozorom – nie jest samotne. Jest powierzeniem się w najbezpieczniejsze ramiona Ojca, który posyłając do ludzi jednocześnie daje radość i szczęście „pełnienie woli Boga nie unicestwia ani nie niszczy osoby, lecz pozwala jej odkryć najgłębszą prawdę o niej samej, jak też kierowania się bezinteresownością i braterstwem w kontaktach z innymi ludźmi, bo jedynie otwierając się na miłość Boga można odnaleźć prawdziwą radość i pełną realizację własnych aspiracji” – jak pisze papież we wspomnianym orędziu.

Nasza obecność związana jest także z trwającym od 2 lutego , ogłoszonym przez Księdza Arcybiskupa Damiana Zimonia Rokiem Życia Konsekrowanego, któremu patronuje błogosławiona Maria Luiza Merkert – współzałożycielka Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. Niedawno obchodziliśmy Rok Kapłański, w modlitwie za kapłanów przewodziła nam Święty Proboszcz z Ars – Jan Maria Vianney. Teraz nadszedł czas, by przez wstawiennictwo Śląskiej Samarytanki prosić Boga o nowe powołania  zakonne i umocnienie dla wszystkich, którzy już kroczą droga rad ewangelicznych.

W Ewangelii usłyszanej przed chwilą Jezus mówi nam o sobie, że jest Bramą dla owiec. Żywe Słowo Dobrej Nowiny przemawia dziś do naszych serc przez to porównanie. Brama ma bardzo symboliczne znaczenie. Służy do przechodzenia. Ten, który przechodzi przez bramę jest poszukującym. Brama też oddziela dwa światy – co innego jest po obu jej stronach. Co to znaczy, że Chrystus jest Bramą?

Pierwszą Bramą, którą jest Jezus to brama do mnie samego i do mojego wnętrza. To dlatego bł. Jan Paweł II napisał we swojej pierwszej encyklice Redemptor hominis, , że nie można zrozumieć człowieka bez Chrystusa. On jest bramą do mnie samej. On pozwala mi się zidentyfikować, w Nim mogę zrozumieć kim jestem, dzięki Niemu objawia się moja tożsamość i zaczynam pojmować sens mojego istnienia, poznają „moje miejsce na ziemi”.

Drugą bramą jest przejście z mojego świata wewnętrznego do świata na zewnątrz – jeżeli ta brama nie jest  stabilna i jasno określona, strzeżona, to tysiące spraw wdziera się we mnie, a ja nie umiem sobie z nimi radzić i miotam się w moim życiu. Jezus jest solidną bramą – jeżeli stanie się jedyną, to już byle co nie wejdzie do mojego serca, bo ja i On na to nie pozwolimy. Ale i ja dzięki Niemu będę mogła bezpiecznie wychodzić do świata, który niekoniecznie jest mi przyjazny. 

Po trzecie Jezus  – Brama – łączy mnie ze światem nadprzyrodzonym – On wskazuje mi, gdzie mam iść, gdzie jest to przejście między tym, co w życiu ważne, a tym, co ważniejsze – przez Jezusa mam dostęp do Ojca i do Jego tajemnic, do Jego planu na moje życie, do łaski i Jego prowadzenia. Jezus jest jedynym Pośrednikiem.

Dzięki Jezusowej Bramie dochodzimy do pełni życia, do obfitości życia, którego nie ogranicza ciasnota naszego ciała, naszej słabości, czy naszej historii.

Jeśli Osoba powołana do kapłaństwa czy życia zakonnego ma naśladować Chrystusa – Bramę, to musi być bramą otwartą, człowiekiem otwartym wobec poszukujących Boga i strzegącym Jego świętości. Jak stawać się taką otwartą bramą?

Ile powołanych, tyle Bożych dróg wiodących do odkrycia tego niezasłużonego daru. Przełomowym momentem w moim życiu był pewien niezwykły… sylwester(!). Dowiedziałam się przypadkiem, że na dworcu PKP w Katowicach w tę wyjątkową noc w roku zbierają się młodzi ludzie, którzy chcą świętować razem z bezdomnymi. Służba innym zawsze napełniała mnie radością, dlatego szybko dowiedziałam się jak dostać się na to spotkanie. Już od popołudnia szykowaliśmy paczki, które miały być rozdawane biednym. Wszystko było zorganizowane. Było dużo młodych uśmiechniętych chłopaków i dziewczyn. Nadszedł czas przejścia na dworzec. To co tam zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania, bo nigdy wcześniej nie widziałam na raz tylu biednych, brudnych, obdartych, często chorych, zaniedbanych ludzi. Sam ich widok mnie odpychał. Była przerażona… zniesmaczona i przez chwilę zrezygnowana. Chwila przebywania z nimi wystarczyła, by chcieć jak najprędzej stamtąd uciec! I było by tak, gdyby nie… siostry! Wśród mnóstwa bezdomnych zobaczyłam też te uśmiechnięte kobiety, które jakby nie widziały tego co ja widziałam, nie czuły odrażającego zapachu, ale rozmawiały z nimi, a nawet opatrywały im rany! Podjęłam decyzję- zostaję na dworcu, dowiem się dlaczego i jak one to robią…  I tak zaczęły się moje częstsze spotkania z elżbietankami. Powoli zaczęłam  rozumieć dlaczego, a może bardziej dla Kogo to robią… Hasłem każdej elżbietanki są słowa z Ewangelii św. Mateusza: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40) . Widziałam na własne oczy , że te słowa żyją w tych kobietach, że naprawdę widzą w innych Chrystusa; że oddając wszystko Bogu, zyskują niesłychanie więcej! Jak widzicie dziś sama jestem siostrą…

Pozwólcie, że zwrócę się do was jeszcze z moim osobistym słowem. Będzie to słowo wielkiej wdzięczności wobec parafian, którzy tworzą wspólnotę dojrzewania mojego powołania. Parafię, w której mocno bije żywe Serce Jezusa, w której uczyłam się oddania temu Sercu. Dla wielu może być przypadkiem fakt, że Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety szczególną cześć oddaje Sercu Jezusa. Nasze Założycielki, kiedy rozpoczynały swą działalność charytatywną w 1842 r. poświęciły wszystkich podopiecznych, do których szły służyć, siebie i swoje rodziny właśnie Najświętszemu Sercu Pana Jezusa! Ta parafia przygotowywała mnie do bycia elżbietanką. Tu chodziłam do szkoły. Tu przyjęłam I Komunię św. i sakrament bierzmowania. Tu poznałam Siostry. Tutaj od trzeciej klasy szkoły podstawowej przychodziłam na spotkania Dzieci Maryi, a potem na Oazę. To tutaj dowiedziałam się, że elżbietanki organizują  – i czynią to nadal – rekolekcje i Dni skupienia, na które zaczęłam jeździć. Dziś za te wszystkie wydarzenia dziękuję Bogu. I jeszcze jedno: z całego serca dziękuję Wam za modlitwę! Każde powołanie jest tajemnicą i niezasłużonym darem. Nie wiem dlaczego Pan powołał właśnie mnie, ale jednocześnie wiem, że w tej parafii modlicie się często o nowych kapłanów i siostry. Zawsze ilekroć przyjeżdżam tutaj spotykam się z wielką życzliwością ze strony kapłanów, sióstr, ale również Was wszystkich, często osobiście mi nie znanych, a tak otwartych. Jestem przekonana, że ta otwartość to również owoc modlitwy i troski o nowe powołania. Razem z Wami mam nadzieję, że Pan powoła kolejnych młodych z naszej murckowskiej ziemi i pozwoli nam wszystkim cieszyć się z oddania kolejnego życia wyłącznie dla Boga.

Na koniec chcę jeszcze przeczytać wiersz o powołaniu… o tajemnicy, którą czasem tak trudno wyrazić słowami:

Nie stanął przede mną Chrystus w szacie białej;
Nie wziął za rękę, by zaprowadzić do klasztornej bramy;
Nie słyszałam dźwięku Jego słów,
a jednak na pewno wiedziałam, że mam być tu!
I … nie poszłam z powodu jakiegoś życiowego zawodu,
jakiegoś nieszczęścia czy rozpaczy. Nie, to było zupełnie inaczej!
Po prostu – wiedziałam jasno jak na dłoni,
że mam wszystko rzucić i iść choćby mi , nie wiem kto bronił…
A przecież byłam jak wszystkie moje koleżanki, bardzo lubiłam muzykę, piosenki, wycieczki, grę w piłkę i telewizji srebrny ekran.
Owszem, to było wszystko przyjemne – ale to wszystko za mało.
Coś we mnie wciąż mówiło, wołało … coś we mnie pytało stale:
Co więcej? Co potem? Co dalej?
Nienasyconą mą duszę, ciągnęło coś jak magnes. Czułam, że iść muszę,
że trzeba rzucić swe życie młode, w tę najcudowniejszą przygodę!
A potem? Potem trzeba było jeszcze przebrnąć przez pożegnanie:
przez Mamy oczy zapłakane, przez Ojca bolesne spojrzenie,
przez uściski koleżanek, przyjaciółek, sąsiadek,
przez pobożne westchnienia – nie wiem – smutku czy zazdrości….
A przecież to było takie proste! A teraz?
To już ulga, że się jest na swoim miejscu nareszcie.
I radość, że się coś zaczyna, że się wchodzi na tajemniczą drogę,
która wiedzie na pewno do Boga. A, co będzie dalej?
Wiem – tyle zadań czeka, tyle pracy, całe życie takie twórcze, piękne
i bogate: tylu ludzi czeka, by im dobrze czynić: dzieci, chorzy, biedacy…
A w tym życiu wszystko ważne i święte: nawet smutki i bóle.
Wszystko się przydać może, wszystkimi ludzkimi sprawami, małymi, słabymi rękami – można budować Królestwo Boże!
Wiem – tu nie ma miejsca na miernotę, tu nie ma miejsca na połowiczność,
trzeba odejść – albo dać wszystko!

A nie trudno dać wszystko dla Tego,
Który jest Miłością dziewczęcego serca.
Który nigdy nie zdradzi, Który nigdy nie opuści, Który nigdy nie umrze!
I tak wiernie prowadzi do wiecznego szczęścia!
A Matka Boża jest naprawdę Matką, a Pan Jezus jest naprawdę tak blisko… I będzie blisko zawsze, do końca, do ostatka…
I to chyba …. wszystko!

s. Zofia 😀

Komentarze 2 komentarze

avatar

„Pan powiedział, ty pójdź za Mną […] nie bój się
Ja będę z tobą”. Dziś w Niedzielę Dobrego Pasterza, dziękuję za piękny dar powołania zakonnego. Powołania niełatwego, ale zarazem pięknego, ze względu na samego Boga i ludzi, którym mogę służyć.
Bóg zapłać wszystkim, którzy otaczają mnie swoją modlitwą, ja o Was też pamiętam.

avatar

Dziękujemy siostrom za piękne świadectwo wiary i dar powołania zakonnego,pamiętamy o Was w modlitwie.BÓG ZAPŁAĆ.

Wyślij komentarz